Puk. Puk. Puk. Ciągłe pukanie moich palców doprowadzało moją rodzicielkę do szaleństwa. Postanowiłam nie zwracać na nią uwagi i kontynuować swoje zajęcie. Moje stukanie przerwał dzwonek w drzwiach. Podniosłam się i ruszyłam, żeby je otworzyć.
- Cześć kochanie. - Oliver przysunął się, aby mnie pocałować.
- Spadaj! - odepchnęłam go. - Spóźniłeś się, a wiesz, że tego nie lubię.
- Ohh.. przepraszam, nie złość się Ann. - uśmiechnął się cwaniacko.
Westchnęłam i założyłam kurtkę. Wiatr dzisiaj był niemiłosierny. Wraz z Oliverem wybraliśmy się coś przekąsić. Oczywiście nadal byłam na niego zła. Usiadłam na ławce patrząc się na ćwierkające ptaszki. Wyglądały na szczęśliwe, ale czy były? To samo pytanie ostatnio mi zadała moja najlepsza przyjaciółka Mia.
Siedziałam wraz z Mią u siebie w ogrodzie. Był jeszcze letni wiatr. Słońce lekko przygrzewało, a liście opadały z drzew.
- Annabelle! - usłyszałam krzyk matki. - Oliver dzwonił!
- Oddzwonię później. - odkrzyknęłam.
Upiłam łyk swojej mrożonej herbaty,a okulary, które miałam założone na głowie spuściłam na nos. Spojrzałam kątem oka na Mię. Siedziała obgryzając paznokcie. Chyba się czymś trapiła, ponieważ obgryzanie uważała za obrzydliwe.
- Wszystko w porządku? - podniosłam się.
- Wiesz.. mam do Ciebie pytanie, ale boje się, że zaczniesz na mnie krzyczeć.- mruknęła.
- No dobra, mów. - postawiłam na swoim
- Chodzi o Olivera. Niby szczęśliwa para, ale wydaje mi się, że nie aż tak. On chyba nie jest chłopakiem dla Cibie. Na pewno jesteś z nim szczęśliwa?
- Boshee.. Kolejna. Moze i nam czasem się nie układa, ale to nie znaczy, że nie jesteśmy szczęśliwi! - krzyknęłam.
- Ann. Przepraszam. To nie miało tak wyjść. - próbowała się obronić.
- Idź już lepiej Mia. - spojrzałam w jej kierunku. - Nie mam teraz nastroju. - wstałam i wróciłam do środka cała nabuzowana.
Teraz sobie zaczęłam uświadamiać, że chyba miała rację. To nie był chłopak dla mnie. Nie pozwalał mi na nic. Miał swoje reguły.
Oczywiście żadnych imprez, alkoholu, dopalaczy, papierosów. Czasami wkurzał się, gdy wychodziłam ze znajomymi.
Był też nadpobudliwy. Zawsze marzyłam o tym, aby swój pierwszy raz przeżyć wspaniale, ale oczywiście pan Oliver Wated nie przyjmował tego do wiadomości. Znęcał się nade mną seksualnie. Gdy się mu po raz pierwszy oddałam był szczęśliwy, a za drugim razem zaczął używać przedmiotów. Bił mnie, wkładał linijkę, kije czy cokolwiek miał pod ręką. To był i jest najgorszy okres w moim życiu.
Często mam ochotę zakończyć to wszystko, ale wiem, że pogorszyłabym swoją sytuację. Nie pozwoliłby mi odjeść. W sumie moja mama też nie byłaby zadowolona. Stwierdziła, ze Oliver to największy skarb na świecie i żebym o niego dbała. Oczywiście kłamała, spodobał jej się, bo ma w kiszeni kupę forsy, a przecież to nie to się liczy, tylko uczucie.
Oczywiście żadnych imprez, alkoholu, dopalaczy, papierosów. Czasami wkurzał się, gdy wychodziłam ze znajomymi.
Był też nadpobudliwy. Zawsze marzyłam o tym, aby swój pierwszy raz przeżyć wspaniale, ale oczywiście pan Oliver Wated nie przyjmował tego do wiadomości. Znęcał się nade mną seksualnie. Gdy się mu po raz pierwszy oddałam był szczęśliwy, a za drugim razem zaczął używać przedmiotów. Bił mnie, wkładał linijkę, kije czy cokolwiek miał pod ręką. To był i jest najgorszy okres w moim życiu.
Często mam ochotę zakończyć to wszystko, ale wiem, że pogorszyłabym swoją sytuację. Nie pozwoliłby mi odjeść. W sumie moja mama też nie byłaby zadowolona. Stwierdziła, ze Oliver to największy skarb na świecie i żebym o niego dbała. Oczywiście kłamała, spodobał jej się, bo ma w kiszeni kupę forsy, a przecież to nie to się liczy, tylko uczucie.
Obejrzałam się za siebie i zobaczyłam go flirtującego z jakąś dziewczyną. Nie. Tego było już za wiele. Wstałam natychmiastowo i pędem ruszyłam do Mii. Stanęłam na wycieraczce i zaczęłam dzwonić. DINOG DONG DING DONG. Otwórz !
- O hej Ann! - uściskała mnie. - Chodź.- zaprosiła mnie do środka. Coś się stało? Wiesz rzadko mnie odwiedzasz. - uśmiechnęła się szeroko.
- Potrzebuję po prostu zaszaleć. Mam dość. - opadłam na fotel.
- Hmm... Damy na to radę. Szykuj się, bo o 21 jest impreza na Richmond. - zaśmiała się cwaniacko.
- Ohh.. Dziękuję Ci. Jesteś moim zbawieniem. - zaśmiałyśmy się obie ,a już po chwili wyszłam.
Wróciłam do domu na obiad. Szybko zjadłam sałatkę, którą sobie przyrządziłam i wlazłam na górę, aby przyszykować się na wieczór. Ponieważ na takiej prawdziwej imprezie nigdy nie byłam, nie miałam pojęcia co ubrać. Wyrzuciłam chyba wszystkie ciuchy z szafy zanim zdecydowałam się na koszulę do której dopasowałam leginsy i czarne buty na koturnie. Czesałam włosy na różne sposoby, ale zostałam przy rozpuszczonych, lekko falowanych. Jeszcze tylko makijaż i byłam gotowa. W sumie nie wyglądałam tak źle.
- Wychodzę. - powiedziałam.
Około godziny 21 znalazłam się pod klubem, gdzie odnalazłam moją przyjaciółkę. Wkroczyłyśmy do środka. Kazała mi zaczekać wiec jej posłuchałam, a po chwili wróciła wręczając mi duży kufel.
- Co to jest? - spojrzałam na nią.
- No piwo. Nie widać? - zaśmiała się.
- No przecież wiem, ale po co mi to?
- Chciałaś się wyluzować więc zacznij od picia tego gówna. - uśmiechnęła się cwaniacko.
Spojrzałam na nią, potem na kufel, jeszcze raz na nią i na kufel. Raz się żyje. Przechyliłam dzban z cieczą i wypiłam ciurkiem. Było to bardzo gorzkie.
- Fuj. - syknęłam.
- Cholera, Ty to wiesz jak pić to coś. Jestem dumna. - przybiła mi piątkę.
- Dobra robota, shawty. Szacun za wypicie tego tak szybko. - podszedł do nas z cwaniackim uśmieszkiem jakiś szatyn. Zsunął swoje okulary ukazując karmelowe oczy.
- Umm.. dzięki? - lekko się zmieszałam.
Nic nie odpowiedział, lecz odszedł. Mia stała w lekkim wstrząsie. Pomachałam jej ręką przed głową próbując ją obudzić z transu.
- Mia. Heloł. Ziemia do Mii. Wszystko okej? - spytałam.
- Cholera, czy Ty wiesz kto do Ciebie zagadał? - spojrzała na mnie.
- Yy.. nie?
- To był Bieber. On chodził z Alicią i Caroline, a potem jakimś cudem ich rodzice zmarli. Wszyscy mówią, że to przez niego.
- Ale nie ma pewności. - dodałam. - A poza tym on nic szczególnego nie powiedział.
Mia głęboko westchnęła i zaprowadziła mnie na część sali, gdzie się tańczyło. Wpadłam na jakiegoś goscia, którego zaraz przeprosiłam.
Zaczęły mnie zastanawiać słowa Mii. A moze ona miała rację. Cóż, jakos nie sądze, ale te plotki mnie przestraszyły.
Odwróciłam się na pięcie, aby spytać się coś Mii, ale jej nie było. Rozglądnęłam się w około i zaczęłam jej szukać. Po omijałam juz chyba wszystkich ludzi, ale jej nie znalazłam. Nogi mi chyba zaraz odpadną.- pomyślałam.
Przysiadłam sobie na jakiejś małej korze, która wyglądała stabilnie, ale widok obrzydziła mi liżąca się para. Wstałam i wyszłam na zewnątrz jej poszukać.
- Cholera, Ty to wiesz jak pić to coś. Jestem dumna. - przybiła mi piątkę.
- Dobra robota, shawty. Szacun za wypicie tego tak szybko. - podszedł do nas z cwaniackim uśmieszkiem jakiś szatyn. Zsunął swoje okulary ukazując karmelowe oczy.
- Umm.. dzięki? - lekko się zmieszałam.
Nic nie odpowiedział, lecz odszedł. Mia stała w lekkim wstrząsie. Pomachałam jej ręką przed głową próbując ją obudzić z transu.
- Mia. Heloł. Ziemia do Mii. Wszystko okej? - spytałam.
- Cholera, czy Ty wiesz kto do Ciebie zagadał? - spojrzała na mnie.
- Yy.. nie?
- To był Bieber. On chodził z Alicią i Caroline, a potem jakimś cudem ich rodzice zmarli. Wszyscy mówią, że to przez niego.
- Ale nie ma pewności. - dodałam. - A poza tym on nic szczególnego nie powiedział.
Mia głęboko westchnęła i zaprowadziła mnie na część sali, gdzie się tańczyło. Wpadłam na jakiegoś goscia, którego zaraz przeprosiłam.
Zaczęły mnie zastanawiać słowa Mii. A moze ona miała rację. Cóż, jakos nie sądze, ale te plotki mnie przestraszyły.
Odwróciłam się na pięcie, aby spytać się coś Mii, ale jej nie było. Rozglądnęłam się w około i zaczęłam jej szukać. Po omijałam juz chyba wszystkich ludzi, ale jej nie znalazłam. Nogi mi chyba zaraz odpadną.- pomyślałam.
Przysiadłam sobie na jakiejś małej korze, która wyglądała stabilnie, ale widok obrzydziła mi liżąca się para. Wstałam i wyszłam na zewnątrz jej poszukać.